Rynek pracy... a pandemia i my

By in , ,
225
Rynek pracy... a pandemia i my

Rynek pracy się zmienił, świat się zmienił… ponad rok temu nikt z nas nie myślał, że będziemy pracować w swoich domach, przy swoich komputerach.  Czasami w kuchni, w salonie, gdzieś pomiędzy praniem a prasowaniem.  Bez wychodzenia z domu, stania na przystanku czy w aucie w korkach. W domach też zostały dzieci, współmałżonkowie… i stan, który kiedyś wydawał się nierealny, wręcz niemożliwy – stał się naszym dniem codziennym. Straciliśmy kontakty z ludźmi, z współpracownikami. Nagle okazało się, że idąc do pracy – idąc, wychodząc do pracy  – to w tej sytuacji te czynności nabrały innego znaczenia. Wychodzimy do pracy ale jak, do kuchni, do salonu, tam my i laptop i papiery. Łączę, wirtualny zespół, system łączności… pustka.

Okazało się, że co rano nie musimy się śpieszyć, żeby wyjść z domu. Na deszcz, na mróz, czy chciałyśmy tego czy nie. Kawa? Tak, owszem,  ale ta nasza, zrobiona w kuchni. W domowym expresie. Bez biurowych ploteczek, wymiany informacji o realizowanych projektach.

Makijaż, no można, ale po co? A może nie trzeba, są te jakieś tam magiczne filtry w komputerze. Można coś pokombinować z kamerką. Fryzura, strój… po jakimś czasie pracy zdalnej zaczęło się pewnie każdej z nas wydawać, że nie potrzebne są te nasze codzienne poranne babskie czary. Nowa kreacja, nie, no bo po co. Kto pochwali nową sukienkę, kto będzie nam jej zazdrościł.

Stan pandemii trwa już ponad rok, razem z nim trwa zdalna praca, obecnie coraz częściej w systemie hybrydowym. Robi się lepiej zwyczajniej, ale moim zdaniem nigdy nie będzie jak przed marcem 2020 roku. Zmieniliśmy się my, nasze nawyki, zwyczaje, zmienił się świat, nasza praca. Dzieci powoli wracają do szkół. Też są inne, system nauki jest zmieniony i dostosowany do obostrzeń.

Od lat moją pasją są zagadnienia HR, kadr i rynku pracy. Ostatnio pewien młody człowiek, który po skończeniu studiów zaczął swoją pierwszą pracę w bankowości, zaczął ją już w czasie pandemii, właściwie na jej początku czyli w wtedy wprowadzonym trybie zdalnym. Opowiedział mi coś kiedyś zupełnie dziwnego dla pasjonatów HR tzw. starej daty. W czasie trwania zatrudnienia nigdy nie poznał osobiście swoich współpracowników, szefa, klientów firmy. Nie widział na oczy budynków firmy, nie korzystał z bufetu firmowego, nie miał w firmie swojego biurka, laptopa, miejsca parkingowego, itp… wydaje się niemożliwe, wręcz nierealne.

Czy można tak pracować, ale być tylko jakby wirtualną częścią zespołu. I tak, jego zespół to grupa wirtualnych ludzi, z którymi nigdy nie poszedł na piwo, no dobra, na kawę i ciastko – bo lockdown, bo pandemia. Nie nawiązał z nimi bliższych relacji, głębszej komunikacji. Tym samym ten młody człowiek nie spotkał się w czasie zatrudnienia z typowymi patologiami organizacyjnymi, takimi jak – konflikty, brak komunikacji, umiejętności przystosowania się do pracy w grupie. Czy też ze zwykłym stresem, wynikającym z codziennego chodzenia do miejsca pracy. Stres jest, owszem, jak zwykle, ale już jakby inny.

Zapraszam do dyskusji, jakie macie doświadczenia czy spostrzeżenia…

54321
(2 votes. Average 4.5 of 5)
Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *