Od paragrafów do biżuterii. O marzeniach, które warto spełniać – rozmowa z Agnieszką Jachyrą

By in , ,
218
Od paragrafów do biżuterii. O marzeniach, które warto spełniać – rozmowa z Agnieszką Jachyrą

Kochane,
w ramach mojej Strefy Rozwoju postanowiłam przedstawiać sylwetki kobiet działających z pasją. Kobiet, które, tak samo jak ja, kochają to, co robią i czerpią z tego radość. Moją intencją jest zachęcić Was do realizowania swoich marzeń, realizowania się w zajęciach, do których coś Was ciągnie i w których z pewnością rozkwitniecie. 
Często z różnych powodów spychamy nasze pragnienia bycia np.… tu wpisz brakujący zawód, bo… i tu też każda z Was poda kilka lub nawet kilkanaście powodów. Chcę pokazać Wam kobiety w różnym wieku i na różnych etapach życia, z rozmaitym bagażem, takie, które realizują się mimo wszystko i robią to, co KOCHAJĄ!
Mam nadzieję, że uda mi się zachęcić was do samorealizacji, a co za tym idzie, do radosnego przeżywania każdego dnia. 
A co Tobie w duszy gra? Jakie Twoje marzenia czekają na realizację? Może to dobry moment na ZMIANĘ?Cudownie, że jesteście. Pokażcie światu swoje talenty ☺ Z pewnością są nam potrzebne.
Miłej lektury!
 
Patrycja Smolik (Prawo dla Mam): Pierwsze pytanie, które rodzi się w mojej głowie, to: Jak to się stało, że dziś jesteśmy w tym miejscu, siedzimy w szkole złotnictwa Xerion? Od czego się zaczęło?
Agnieszka Jachyra: To nie taka krótka historia ☺ Od czego się zaczęło? Zaczęło się zupełnie niewinnie, na studiach, tak naprawdę wtedy zaczęłam interesować się biżuterią. To na studiach moja koleżanka – współlokatorka przyniosła do pokoju koraliki i powiedziała: „Popatrz, można zrobić z tego własną biżuterię”. Były tam półfabrykaty, koraliki, szpilki… To było dla mnie takie „łał”! Mogłam coś stworzyć sama. Zawsze lubiłam wykonywać różne prace ręcznie, ale to było raczej malowanie, składanie, takie dziecięce zabawy. I tak od niewinnego spotkania rozpoczęła się moja przygoda z biżuterią. Zaczęłam składać bransoletki, kolczyki, na początku na prezenty dla mamy czy koleżanki, dla siebie. To mi się podobało i szło za mną dalej przez całe studia – te wszystkie bransoletki i koraliki. Niby cały czas się uczyłam, były zajęcia, praca, ale dla relaksu, dla uspokojenia była ze mną biżuteria. Pytasz, jak to się przerodziło w szkołę? Po skończeniu studiów nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Wiadomo dlaczego – to było drastyczne odcięcie od studiów, które wyglądają inaczej, niż prawdziwe życie. I kiedy zaczęła się praca, obowiązki, nie wiedziałam, w którą stronę iść, czym się zajmować. Biżuteria cały czas chodziła mi po głowie i zaczęłam szukać informacji, czy gdzieś można się uczyć tego, żeby rzeczywiście tworzyć coś samemu i żeby to nie była tylko składana biżuteria, takie koraliczki, półfabrykaty, bo po jakimś czasie to się nudzi i wychodzi wciąż to samo, wszystko jest podobne. Szukałam miejsca, w którym mogłabym się nauczyć, jak stworzyć coś od początku, no i jak to zwykle bywa, sięgnęłam po internet i znalazłam szkołę. To był jakiś Wrocław, Warszawa, trochę za daleko, żeby się tam przeprowadzać, zmieniać i rzucać wszystko jeszcze dla takiego nieśmiałego hobby. To na początku nie było żadne wariactwo, nie zajmowałam się tylko tym. Dużo osób nawet nie wiedziało, że sobie coś tam tworzę. Jakoś po roku spojrzałam w wyszukiwarkę, a tam Szkoła Złotnictwa. Popatrzyłam, co to jest, pomyślałam, że pewnie strona dawno nieaktualna. Ja to gdzieś sprawdzałam w lipcu, ale przeczytałam, że szkoła jest czynna od czerwca i tak sobie pomyślałam, że to nie przypadek, na pewno nie jest to przypadek, że to, czego bardzo, bardzo pragnęłam, nagle miałam pod samym nosem. Mieszkam koło Krakowa, więc dojazdy do pracy czy na zajęcia to dla mnie żaden problem. I tak nieśmiało zbierałam się w sobie, aż w końcu zapisałam się do szkoły, tutaj do Xerionu, gdzie właśnie siedzimy. I tak zaczęła się moja przygoda z tą całą biżuterią.
 

P.S: Będę drążyć temat studiów, powiedziałaś: „Byłam na studiach, a po nich nie wiedziałam, co ze sobą zrobić”. Czy mogłabyś rozwinąć ten temat? Skąd pomysł na kierunek studiów, bo studiowałaś prawo, tak?
A.J: Tak zgadza się. Prawo bardzo pasuje do biżuterii ☺
P.S: I skąd taki przeskok? Zdecydowałaś się jednak iść za tym, co chciałaś robić?
A.J: Ja na studia nie poszłam z przekonania, bo nie miałam tak, zdając maturę czy wcześniej w liceum, że wiedziałam, co chcę robić w życiu. Poszłam na studia, bo dobrze zdałam maturę. To nie wzięło się z pasji, nie było tak, że to mi się podobało. „Dobry kierunek, więc czemu nie iść?” – tak to mniej więcej wyglądało. „Idź, idź, będzie prawnik w rodzinie, będzie pięknie” – to takie stereotypy, które do tej pory gdzieś krążą. Ale cały czas tego nie czułam na studiach. Owszem, chodziłam na zajęcia, uczyłam się, zdawałam wszystkie egzaminy bez żadnego problemu. Tak samo wyglądał każdy kolejny rok, odhaczałam wszystkie egzaminy, ale cały czas to nie było to. Więc jak zaczyna się 3,4 rok a Ty nadal nie jesteś przekonana do tego, co robisz, to chyba coś jest nie tak ☺ A jak już mówiłam wcześniej, ta biżuteria, rękodzieło cały czas za mną chodziły. Po skończeniu studiów zastanawiałam się, czy iść na aplikację, nie iść? Czy drążyć to? Ale ja nie byłam z tym szczęśliwa, nie byłam szczęśliwa w tym prawie, wszystko to było takie mechaniczne – to, co robiłam. Taka sztampa. Studia skończone, trzeba iść do pracy. Owszem, robiłam te rzeczy, ale to było mechaniczne. Praca z dnia na dzień. Brakowało mi życia w tym wszystkim. I tak nieśmiało zaczęłam robić biżuterię, zaczęłam sama się przekonywać, że to jest to. Mogłam spędzić 10 godzin nad biżuterią i byłam szczęśliwa. Później, gdy miałam przeczytać jakiś artykuł, ustawę, to było takie wymęczone. Zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi, w którym kierunku powinnam iść? Czy w życiu chodzi tylko o to, żeby odhaczać pracę, dom, pracę, dom, czy żeby czerpać z tego, co się robi, radość i być szczęśliwym? I tak mnie to doprowadziło, małymi kroczkami co prawda (bo to był powolny proces), do tego miejsca, w którym jestem. To nie stało się w miesiąc i nie na zasadzie: „rzucam wszystko i będę zajmować się biżuterią, będę projektantką”. U mnie to trwało kilka lat. Po studiach zaczęłam się uczyć, uczyłam się przez 2 lata, potem zaczęłam tu pracować, a firmę tak naprawdę założyłam w zeszłym roku. Więc ten proces od skończenia studiów do własnej działalności, do postawienia na biżuterię, trwały 4–5 lat – jakoś tak. To był proces pełen przemyśleń, odkryć, pracy nad sobą, świadomości siebie, swojego życia.
P.S: Czy ktoś kiedyś, zanim poszłaś na studia, podpowiadał Ci – albo mówił – żebyś robiła to, co kochasz, to, co chcesz robić, żebyś się nad tym zastanowiła?
A.J: Nie, nie było tego tematu. Chciałam iść na historię na studia, ale to mi odradzano, bo, „co ja będę po tym robić”? Więc już wtedy mnie nakierowano. Miałam iść na studia, żeby potem dobrze zarabiać. Wiadomo, zarabianie jest ważne. To coś prestiżowego. To trochę schematyczne myślenie. Natomiast nie było czegoś takiego, żebym sama się zastanowiła, co lubię, co mi sprawia radość, bo to nie było ważne. Tak jakby na studiach nikt nie brał pod uwagę, tego, że to, co robisz w życiu ma sprawiać Ci radość i wyrażać Ciebie; że to nie jest przymus, jak w szkole, do której chodzisz po to, by mieć dobre oceny. Ja tak poszłam na studia, nie wiem jak to wyrazić, żeby to było jasne. To tak, jakbyś Ty sama, Twoje emocje nie były w tym ważne.
 

 
P.S: Czyli nikt Ci nigdzie, ani w szkole, ani w domu nie powiedział: „Posłuchaj siebie, zastanów się nad tym, co chcesz robić? W czym jesteś dobra?”.
A.J: Nie. Nikt nie miał takich refleksji, ja sama nie miałam takich refleksji nad sobą ani nad tym, co robię.
P.S: Skąd dziecko ma to wiedzieć? Musi usłyszeć od kogoś?
A.J: Dokładnie. Jakbyś mi powiedziała podczas studiów, że ja będę robić biżuterię, zapytałabym Cię pewnie: „Ale o co chodzi, to tak można?”. Nawet nie wiedziałam, że można. Człowiek nawet nie wie, jakie ma możliwości i czym mógłby się zająć.
P.S: Czyli żyjemy przekonaniami rodziców, opiekunów.
A.J: Tak, bo rodzice przekazują Ci pewne schematy: że jest szkoła, studia, później praca i Ty żyjesz wbita w te schematy, bo wydaje Ci się, że to jest dobre, że to jest poprawne, że masz być grzeczna itd. Powinnaś się tym i tym zajmować, bo tak ma wyglądać Twoje życie. Może dopiero wtedy, gdy wszystko krzyczy w Tobie: „nie!”, pojawia się problem i nie wiesz, jak pogodzić te wszystkie schematy ze swoimi odczuciami, z poczuciem, że coś tu nie pasuje.
P.S: Ty jednak zaczęłaś się nad tym zastanawiać. Sporo ludzi pewnie tak ma, że coś w nich krzyczy, ale w pierwszej chwili nie  zastanawiają się, czy mają jakiś wewnętrzny konflikt. Jak to się stało, że Ty zaczęłaś się siebie słuchać?
A.J: Ojejku, nie wiem. To był długi proces. Gdy coś Ci nie pasuje, to musisz podjąć jakieś decyzje, coś w końcu zmienić. Nie wiem, skąd się wziął we mnie ten impuls, żeby rzeczywiście podążyć za tym, co czuję.
 

 
P.S: Być może było to czytanie ustaw 🙂
A.J: Może też usypianie nad tymi ustawami 🙂 Myślę, że nie było żadnego takiego wydarzenia, które byłoby dla mnie impulsem do zmiany, to był raczej cały proces. Może też osoby, na które trafiłam w swoim życiu, sprawiły, że zaczęłam się uczyć. Trafiłam na moją wspaniałą szefową, która  pomogła mi wejść w to środowisko, nauczyć się cierpliwości. To, że miałam wsparcie w domu, że nikt mi nie mówił: „Nie nie idź w to, to jest złe”. Wszystko mnie tak pchało w dobrym kierunku. Zaczęłam się przekonywać, że może mogę coś zmienić.
 
P.S: Gdy powiedziałaś rodzinie i najbliższym, że podjęłaś taką decyzję i że chcesz się uczyć, a to zaczęli Cię w tym wspierać? Nie pytali, co będzie z prawem?
A.J: To mi się podobało, że tak, rzeczywiście zaczęli mnie wspierać. Usłyszałam: „Dziecko, masz być szczęśliwa”, a oni zaczęli mi pomagać – teraz pracownię mam w domu. Nie usłyszałam nigdy: „Co Ty najlepszego wyprawiasz?”, tzn. usłyszałam, ale poza rodziną, natomiast w domu czy wśród przyjaciół to się spotkało z bardzo pozytywną reakcją.
P.S: Ale to już było po studiach, tak?
A.J: Po studiach.
P.S: Czyli byli zadowoleni, bo w razie czego i tak miałaś studia – mogłaś więc robić, co chciałaś?  🙂
A.J: Może tak, nie wiem. O tym nie rozmawialiśmy. Gdy byłam na studiach, też nie rozmawiałam z nimi o tym, że chciałabym coś zmienić, bo sama nie wiedziałam, na co. Tak jak mówię – robiłam biżuterię, ale cały czas składaną. Nie wiedziałam, że można się uczyć. Szkoła i cała reszta zaczęły się po moich studiach, więc refleksje też przyszły do mnie po moich studiach. Gdyby szkoła zaczęła się wcześniej – któż to wie, czy bym je skończyła?
 

 
P.S: Napotykałaś po drodze na przeszkody? Zanim jeszcze założyłaś swoją firmę?
A.J: Mnóstwo ich było, jak wszędzie. Ale największe przeszkody były w mojej własnej głowie, jak to zwykle bywa.
P.S: Dzisiaj słyszałam to na jodze 🙂
A.J: Z własnego doświadczenia wiem, że wszystko, absolutnie wszystko siedzi w naszych głowach, każda przeszkoda. I też myślałam „Boże, co ja robię? Miałam takie dobre studia, taki ładny schemacik w życiu, a ja tak zmieniam totalnie kierunek, o 180 stopni! Czy sobie poradzę?”. Bo jak to przy nauce, nie wszystko wychodzi od razu. Nie ma, że od razu pierścionek czy kolczyki są pięknie zrobione. Ile ja rzeczy tutaj popsułam, to sama najlepiej wiem. I jak coś nie szło, to myślałam, że co ja tu w ogóle wyprawiam, na pewno się do tego nie nadaję, przecież nie mam żadnego wykształcenia ani przygotowania plastycznego, a tu nagle sobie wymyśliłam robienie jakichś artystycznych rzeczy. Więc miałam dużo wątpliwości w głowie. Zastanawiałam się też, jak to rodzice odbiorą, bo to oni tak naprawdę mnie utrzymywali na studiach, a tu nagle sobie coś zmieniłam. Szczerze mówiąc, więcej przeszkód i wątpliwości było we mnie, niż w otoczeniu.
P.S: Jak sobie z nimi radziłaś?
A.J: Różnie. Czasami myślałam, że się w ogóle do tego nie nadaję i nic z tego nie wyjdzie. Natomiast cały czas przy tym trwałam, to mi się podobało. Miałam dużo wątpliwości, ale, gdy przychodziłam tutaj na zajęcia i zaczynałam coś robić, to już ich nie miałam. Tak jakby te wszystkie wątpliwości odlatywały – wtedy czułam się dobrze i to był chyba ten najlepszy wyznacznik. Jak tak siedziałam nad tą biżuterią i ją robiłam, wiedziałam, że to jest to. I byłam zadowolona. Wiesz jakie to uczucie, gdy mija godzina, dwie, dziesięć, a Ty wciąż robisz to samo i jesteś szczęśliwa? To było najpiękniejsze. Nikt mnie nie zmuszał do tego, żebym tu przychodziła. Robiłam coś w środku nocy i byłam z tego powodu szczęśliwa, i chciałam więcej. Może to też kwestia mojej zachłanności – mija rok nauki, dwa, a ja nie czuję znużenia tym, tylko chcę coraz więcej. Dużo osób mnie namawiało do założenia firmy, przyjaciółki czy znajomi i dzięki temu moje wątpliwości jakby odeszły. Powiedziałam sobie: dobra, zakładam to. Jak podjęłam tę decyzję, to, pomimo wielu przeszkód, uspokoiłam swoją głowę. Tak jakby podjęcie decyzji i powiedzenie sobie: „dobra, idę w tym kierunku” było u mnie momentem przełomowym. To było w listopadzie 2016 roku: usiadłam z koleżankami i powiedziałam, że zakładam tę firmę, piszemy wniosek o dotację z Unii. I rzeczywiście pamiętam, że był to taki przełomowy moment w moim życiu. Że jak już podjęłam tę decyzję, przestałam się tak miotać i wciąż zastanawiać, czy to jest to, czy nie to. Postanowiłam, że ryzykuję i że idziemy w to!
 

 

P.S: Co byś radziła innym, szczególnie mamom, które są w takiej sytuacji, że ciągnie ich do czegoś, mają  niespełnione pragnienia i miotają się, nie wiedzą, co zrobić?
A.J: Na podstawienie mojego doświadczenia powiem górnolotnie, żeby się nie bały! Żeby próbowały! U mnie też było bardzo dużo strachu i wątpliwości, ale cały czas trwałam przy swoim postanowieniu. Niech po prostu próbują. Jeśli raz się nie uda, to może wyjdzie kolejnym razem. Samo próbowanie i dążenie do celu jest już jakąś wartością, jakąś nauką – dobrze, by miały tę świadomość, że w razie niepowodzenia świat się nie zawali. W mojej głowie też były takie obawy, że co będzie, jak się nie uda, jak nie wyjdzie, jak nie odniosę sukcesu? Co to będzie? Koniec świata? No nie ☺ Będę żyła dalej i ta pasja nadal ze mną będzie. Nie wyjdzie firma, to trudno, znajdę jakąś inną pracę, ale nadal będę tworzyć biżuterię. Więc jeśli mają jakąś pasję, to niech za nią idą. Ona zawsze z nimi zostanie. Będą jej poświęcać pięć godzin, będą miały własną firmę, własną działalność, będą sukcesy – super. Będą to robić hobbistycznie, do szafy – też super, to będzie ich. Więc radzę, żeby próbowały i nie bały się realizować marzeń. One z nimi będą – duże czy małe. Czy to się przerodzi w wielki sukces czy malutki sukces (bo próbowanie jest sukcesem), to będzie ich.
P.S: Czyli zachęcasz do próbowania. Jeśli ciągnie mnie do czegoś, to mam po prostu… spróbować?
A.J: Zdecydowanie. Tak całą sobą. Ja też przez całe studia, przez całe życie szukam tego, co lubię, co mi się podoba. Wiem, że biżuteria na ten moment w moim życiu to jest to. Nie wiem, czy eza 10 lat będzie nadal, może odkryję wtedy coś innego, może się wypalę zawodowo, tego nikt nie wie. Żyję tak naprawdę tą chwilą, tu i teraz, i nie zastanawiam się, czy się wypalę. Przez 10 lat będę bardzo szczęśliwa, więc czemu mam z góry z czegoś rezygnować, skoro to może dać mi tyle szczęścia i satysfakcji? Naprawdę zachęcam wszystkich do próbowania i do odkrywania. Miałam takie doświadczenia z tańcem na studiach – chodziłam na różne style, próbując każdego, aż w końcu odkryłam ten jeden styl, który mi się podobał. Próbowałam wszystkich, bo nie znałam ich. Jak się czegoś nie spróbuje, to się nie wie czy to się podoba, czy nie.
P.S: Co mamy mogą mówić swoim dzieciom, żeby zachęcać je do odkrywania swoich pasji, zainteresowań? Do robienia tego, co sprawia im radość?
A.J: Dajmy dzieciom możliwość próbowania różnych rzeczy. Niech wybiorą same. Rodzice często chcą dać dzieciom to, czego sami nie mieli, a chcieliby mieć czy też robić. Nie przenośmy naszych niespełnionych marzeń na nasze dzieci. Bo dziecko to zupełnie inny człowiek. Wspierajmy je w poszukiwaniach, zamiast mówić, że ma się zająć tym i tym, bo to mu przyniesie w przyszłości jakiś sukces. Tak naprawdę nie wiemy, jaka jest przyszłość. Mam mnóstwo znajomych po studiach i też mają trudny początek. To nie jest tak, że skończymy prestiżowe studia i świat stanie przed nami otworem. Zawsze trzeba postawić pierwsze kroki, jak w każdym zawodzie. Ja jako wytwórca i producent biżuterii szukam swoich klientów i tak samo moi znajomi po prawie muszą znaleźć swoich klientów. Nikt im ich nie przyprowadził pod kancelarię. Każdy znajdzie w końcu swoje miejsce, ze swoją pasją i zainteresowaniami.
P.S: Opowiesz o swoich planach na przyszłość? Kiedyś wspominałaś, że masz w planie sklep internetowy.
A.J: Tak, sklep jest cały czas w budowie. W tamtym roku realizowałam plan A, czyli otwarcie firmy i rozkręcenie jej. Natomiast w tym roku realizuję plan B, czyli rozwijam swoje umiejętności. Zaczęłam studia podyplomowe z projektowania biżuterii, jeżdżę po różnego rodzaju kursach, szkoleniach, więc ten rok mam bardziej edukacyjny. Jak już skończę edukację, to zacznę plan C, czyli promocję mojej biżuterii, moich kolekcji, które cały czas tworzę. Planuję sesje zdjęciowe i sklepik internetowy, żeby to właśnie wyglądało tak, jak ja chcę.
 

 
P.S: Więc masz już zarys ogólny?
A.J: Tak, ale to takie małe plany, które na pewno zrealizuję. Tak było ze studiami, wiedziałam, że je skończę. Potem strona internetowa – wiem, że się buduję i że ją skończę. Robię takie małe plany, które, jak już zacznę, to je skończę i które cały czas są w moim zasięgu.
P.S: A teraz napotykasz na jakieś przeszkody?
A.J: Tak, to jest moja pierwsza firma, więc nie mam doświadczenia. Wszystkie te sprawy urzędowe, odnalezienie się w nowym środowisku, praca z klientami, to wszystko jest dla mnie nowością, więc muszę sobie z tym radzić. Niektóre osoby są trudne we współpracy, z innymi dobrze się omawia projekt. Muszę nabyć doświadczenia w tym wszystkim. Przeszkody są cały czas. Trzeba ogarnąć zamówienia, zainteresować się nowymi technologiami.
P.S: Czyli uczysz się cały czas, bez przerwy, w każdej dziedzinie.
A.J: To też jest piękne, że mam możliwość wymiany doświadczeń w Xerionie. Nasi kursanci są na różnych poziomach, mają też własne firmy, pracują. Podoba mi się w tej szkole, że nie traktujemy siebie jak konkurencji. Na zajęciach jest cudowna atmosfera, wymieniamy doświadczenia. Ktoś zna się na tej technice, ktoś inny ma kontakt do kogoś, jeszcze inna osoba zna się na jakiejś technologii. Mimo że to ja uczę tutaj kursantów tradycyjnych metod złotniczych, to sporo też uczę się od nich, zbieram doświadczenie i to mi też bardzo pomaga. Mogę innych uczyć na moich błędach i to też jest piękne!
P.S: Jak stałaś się nauczycielką?
A.J: To miało miejsce na zajęciach. Gdy kończyłam kurs, Magda spytała, czy sama nie chciałabym spróbować prowadzić kursów. Pomyślałam: „czemu nie?”. Nie chciałam też tracić kontaktu ze szkołą, bardzo dobrze się tutaj czuję. I tak zaczęłam prowadzić pierwsze zajęcia, pierwszy semestr jeszcze pod nadzorem Magdy, a  potem już sama. W efekcie uczę tu już trzy lata.
P.S: Jubileusz ☺ To brzmi jak bajka!
A.J: Mam nadzieję, że zainspiruję innych. Jeszcze dodam, że ja nigdy nie mówię, że „mam problem”, bo to nastraja negatywnie, mówię za to, że „mam sprawy”, które muszę załatwić.
P.S: Podchodzisz do tego zadaniowo –  jest coś, co musisz zrobić.
A.J: Tak. Wiem, że jakoś sobie poradzę i że to zrobię.
 

 

P.S: Co jeszcze mogłabyś powiedzieć wszystkim mamom, które będą czytać ten wywiad? Jest coś, o co Cię nie zapytałam?
A.J: Żeby nie ograniczały się do pracy w domu i wychowywania dziecka, tylko szukały też w sobie pasji. Próbowały i szukały, aż znajdą. Ale też, żeby się nie bały, że nie mają pasji, bo to nie jest tak, że każdy musi się czymś zajmować. Żeby nie poddawały się presji i nie czuły, że bycie  w domu z dzieckiem to coś złego. To jest piękne, to ich pasja. Więc niech każdy znajdzie swój ogródek, który uprawia i niech będzie z tym szczęśliwy. To wszystko – ten cały proces, przez który przeszłam, uczynił mnie bardziej świadomą siebie, bardziej pewną siebie, chociaż należę do osób nieśmiałych.
 
Rozmawiała Patrycja Smolik.
Korekta językowa: Anna Hudek.
Izabelli Garbarz (studio Bellove) dziękujemy za wykonanie pięknych zdjęć.
 
Agnieszka Jachyra – projektantka i twórczyni biżuterii, złotnik z wyboru i artystka w sercu. Jej świat to natura, stare baśnie i legendy. W swojej twórczości pragnie oddać zarówno tajemniczość, jak i bliskość otaczającej nas przyrody. Stara się uchwycić ulotne chwile i wspomnienia, aby zamknąć je i uwiecznić w srebrno-złotych ramach. Swoje piersze kroki w złotnictwie stawiała w Szkole Złotnictwa „Xerion” w Krakowie. Ukończyła studia podyplomowe z projektowania biżuterii na Wydziale Tkanin i Ubioru (Katedra Biżuterii) na ASP w Łodzi. Uzyskała dyplom certyfikowanego instruktora Art Clay (japońska
technika glinek metali). Uczestniczy w licznych szkoleniach i warsztatach z różnych technik jubilerskich. Obecnie prowadzi własną pracownię artystyczną, gdzie wykonuje unikalną biżuterię artystyczną oraz realizuje indywidualne projekty na zamówienie. Swoją wiedzę i doświadczenie przekazuje również innym prowadząc zajęcia z podstaw złotnictwa w Szkole „Xerion”. Dzięki biżuterii odkryła, że marzenia mogą być rzeczywistością, tylko trzeba wyciągnąć po nie ręce.
Agnieszkę i jej twórczość możecie śledzić na fanpage’u: https://www.facebook.com/AgnieszkaJachyrajewellery/  oraz na profilu na Instagramie: https://www.instagram.com/agnieszkajachyrajewellery/
 
Zajrzyj koniecznie do nas na nasz fanpage na Facebook’u.
Zobacz także jak pracujemy na Instagramie.
Zapisz się na newsletter, żeby być na bieżąco i otrzymywać specjalne oferty dla subskrybentów!
 
 
 
 
 
 
 ]]>

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *