„Mamo, Tato... A co to są pieniądze?” – czyli jak odpowiednio przekazać dzieciom wiedzę na temat pieniędzy

By in
4148
„Mamo, Tato... A co to są pieniądze?” – czyli jak odpowiednio przekazać dzieciom wiedzę na temat pieniędzy

Jedną z rzeczy, których prędzej czy później dziecko musi się nauczyć, jest odpowiednie zarządzanie swoimi oszczędnościami. Niestety szkoły nie obejmują w swoich programach nauczania lekcji o ekonomii czy finansach osobistych, więc cały obowiązek przekazania niezbędnej wiedzy z tych dziedzin muszą przejąć rodzice. Może nie jestem jeszcze rodzicem, ale mimo wszystko postaram się Wam (rodzicom) przedstawić kilka istotnych informacji, które udało mi się znaleźć na ten temat.

Kiedy rozpocząć edukację finansową dzieci?

Cały proces przekazania swoim pociechom wiedzy na temat pieniędzy należy zacząć od analizy następującego pytania – „kiedy rozpocząć edukację finansową?”. Najlepiej by było, żeby stało się to jak najwcześniej, czyli gdy dziecko będzie już w wieku przedszkolnym (3-6 lat).

Bardzo istotne jest to, że sposób zaznajamiania malucha z tematem finansów należy odpowiednio dostosować do jego wieku. Robienie razem z nim zakupów to jeden z prostszych sposobów na pokazanie mu, na czym polega zarządzanie budżetem. Dobrą metodą są również pewnego rodzaju rozgrywki, chociażby zabawa w sklep (dziecko „kupuje/sprzedaje” swoje pluszaki/książeczki/itp., płacąc/otrzymując monety), ekonomiczne gry planszowe (Monopoly Junior, Wyspa Skye, Na sprzedaż, itp.) czy zgadywanki (np. spośród wybranych artykułów spożywczych wybrać te, które są niezbędne do wykonania danej potrawy, a które na obecną chwilę są niepotrzebne). Dzięki tym działaniom można wytłumaczyć dziecku, że wszystko ma określoną cenę, czyli żeby coś kupić, trzeba wpierw za to zapłacić za pomocą pieniędzy.

Trzeba również pamiętać o tym, że nauka o finansach powinna być przyjemna. Zbyt poważna atmosfera nie będzie zbyt zachęcająca dla dziecka, więc sposób przedstawienia wiedzy o finansach powinien być jak najbardziej naturalny i przystępny. Opowiedzcie mu skąd bierzecie pieniądze (wchodzi tu też wytłumaczenie pojęcia pracy), pokażcie rekwizyty (monety i banknoty o różnych nominałach, karta płatnicza) oraz wytłumaczcie różnicę między zachciankami, a potrzebami w odpowiednich dawkach, żeby nie czuło się w tym wszystkim zagubione bądź zmęczone.

Kieszonkowe – dobry krok w edukacji finansowej, czy nie?

Gdy dziecko będzie już miało 6-7 lat, można przejść do kolejnego kroku w edukacji finansowej, czyli kwestia kieszonkowego. Czy dawanie swojej pociesze określonej sumy pieniędzy w tym wieku (a nawet trochę później) jest dobrym, czy złym pomysłem? Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie ma, ponieważ wszędzie można się natknąć na różne teorie odnośnie tego tematu. Pewne jest jednak to, że do wręczania kieszonkowego powinno się podejść rozsądnie.

Na początku trzeba się dobrze zastanowić, jak zacząć rozmowę z dzieckiem o kieszonkowym. Pierwszym krokiem bez wątpienia jest wytłumaczenie mu, co to dokładnie jest oraz ustalenie z nim, na jakich zasadach będzie ono wypłacane. Warunki muszą być jasne dla obu stron, i dobrze by było, żeby były one gdzieś spisane oraz powieszone, np. na kartce w kuchni. Tu istotne jest uzgodnienie z pociechą frekwencji wręczania kieszonkowego – czy to będzie raz w miesiącu (np. co piąty dzień miesiąca) czy raz w tygodniu (np. co każdy poniedziałek).

Ważne jest również określenie ilości wypłacanych pieniędzy oraz podkreślenie faktu, że dziecko musi dokładnie przemyśleć plan wydawania swoich oszczędności (można zastosować warunek typu „nie otrzymasz dodatkowych środków, jeśli wszystko wydasz w dość szybkim czasie”). Właśnie na własnych błędach nauczy się ono odpowiedniego gospodarowania pieniędzmi, zacznie rozróżniać chwilowe zachcianki od realnych potrzeb, oraz zrozumie fakt, że otrzymywane przez niego kieszonkowe są pieniędzmi, na które rodzice ciężko pracują. Co za tym idzie, jeśli pociecha zbyt szybko je wyda, to nie będzie możliwości dania mu więcej, ponieważ będzie brakowało na inne ważne wydatki (zakupy do domu, rachunki) albo trzeba będzie dłużej pracować, żeby je zdobyć.

Kolejną ważną sprawą dotyczącą kieszonkowego, jest ilość wręczanych dziecku pieniędzy. Jaka kwota będzie odpowiednia? Na to pytanie również nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ wszystko zależy od wieku dziecka (inne potrzeby ma np. dziesięciolatek, a inne szesnastolatek) i możliwości finansowych rodziców. Kluczowe jest jednak to, że nie powinna być ona zbyt wysoka. Dlaczego? Ponieważ zadaniem kieszonkowego jest nauczenie pociechy podejmowania samodzielnych decyzji finansowych, na które rodzice nie powinni mieć żadnego wpływu (co niekoniecznie jest takie proste). Chce sobie kupić jakąś nową grę komputerową bądź zabawkę? Wybór należy do dziecka, a Wy możecie jedynie to zaakceptować oraz przypomnieć, że jak wszystko wyda w dość szybkim czasie, to będzie musiało zbierać wszystkie oszczędności od nowa.

Próbując jednak określić wysokość kieszonkowego, to dla maluchów kwota ok. 7 zł tygodniowo powinna być wystarczająca, a dla nastolatków można przeznaczyć nieco więcej funduszy, czyli ok. 30 zł tygodniowo. Tak jak to napisałem w poprzednim akapicie, wszystko zależy od wieku dziecka i możliwości finansowych.

Pierwsza okazja do zarobienia własnych pieniędzy

Podczas edukacji finansowej, dziecko na pewno zapyta Was o to, czy może zarabiać pieniądze. Jednym z rowziązań na to pytanie jest umówienie się z nim, że za wykonanie dodatkowej pracy w domu (czyli takiej, która wykracza poza jego normalne obowiązki) otrzyma „wynagrodzenie”.

W tym miejscu warto się zastanowić, co może być tzw. dodatkową pracą. Na pewno nie zalicza się do tego otrzymywanie dobrych ocen w szkole, bądź też wysprzątanie swojego pokoju. Inaczej ma się sprawa z np. wyprowadzaniem psa sąsiadom mieszkającym dwa piętra wyżej czy prowadzeniem korepetycji z matematyki dla osób młodszych. W obu tych przypadkach dziecko może otrzymywać zapłatę pieniężną, chyba że chce po prostu pomóc za darmo.

Wiek ok. 15 lat jest dobrym momentem na to, aby dziecko mogło samo spróbować zarobić własne pieniądze (np. przez wspomniane wcześniej spacery z psem sąsiadów czy korepetycje z matematyki), jednakże wszystko zależy od jego chęci. Ogólnie sam temat niniejszego podrozdziału może być wstępem do szerszej dyskusji o pomocy innym (komu warto pomagać) czy budowaniu asertywności (jak nie dać się wykorzystywać).

Zarządzanie własnym budżetem

Jak wiadomo, w edukacji finansowej poza pojęciem zarabiania pieniędzy bardzo ważne jest również pojęcie odpowiedniego zarządzania budżetem. W tym może się przydać znana metoda trzech słoików lub kopert (przez Indian nazywana „3S: Saving, Spending, Sharing”), która może pomóc w nauce dysponowania funduszami. Można z nią zaznajamiać dzieci w każdym wieku (nawet wczesnoszkolnym).

Na czym dokładnie polega ta metoda? Dzięki niej dziecko może zaplanować cel otrzymanych pieniędzy, i może się nauczyć na własnych doświadczeniach, czym grożą nieprzemyślane zakupy. Każdy z trzech słoików (bądź kopert) odpowiada za jeden z trzech poniższych celów:

  1. Oszczędności – pieniądze, które pomogą dziecku w zrealizowaniu przyszłych wydatków, np. nowa zabawka, rower, bądź wycieczka do wesołego miasteczka. Przy tej kategorii można dziecku również wytłumaczyć, ile czasu i jaką kwotę musi odkładać, żeby osiągnąć zamierzony cel finansowy.
  2. Wydatki – pieniądze przeznaczone na codzienne wydatki, np. na jedzenie czy rachunki. Warto zasygnalizować dziecku, że część tych pieniędzy może być przeznaczona na przyjemności, chociażby ulubione słodycze.
  3. Dobroczynność – pieniądze przeznaczone na pomoc innym, np. na leczenie chorego dziecka czy jedzenie dla zwierząt ze schroniska. Przy tej kategorii trzeba wziąć pod uwagę fakt, że dobroczynność nie musi zawsze oznaczać przekazywania pieniędzy fundacjom (może to również być np. zbiórka nieużywanych książek dla osób, którym mogą się one bardziej przydać).

Czy podział kieszonkowego musi być równy we wszystkich trzech słoikach bądź kopertach? Odpowiedź jest prosta – wszystko zależy od podejścia dziecka. Może się zdarzyć, że będzie ono chciało wszystko przeznaczyć na bieżące wydatki i ma do tego prawo (bądź co bądź, to są jego pieniądze). Popełniając błędy też się czegoś nauczy – zbyt szybkie wydawanie oszczędności może spowodować, że zabraknie mu na zrealizowanie wyznaczonego wcześniej celu, np. kupno wymarzonej zabawki.

Spełnianie uzasadnionych zachcianek

Kolejną istotną rzeczą w edukacji finansowej dzieci jest wyjaśnienie mu różnicy między prawdziwymi potrzebami (niezbędne wydatki), a zachciankami (wydatki, bez których można się obyć). Zarówno dla malucha, jak i nastolatka, każda potrzeba może być tak naprawdę tylko chwilową zachcianką, która nie jest wywołana jedynie postawą typu „chcę, bo tak”, ale również tzw. presją otoczenia (reklamy, programy pokazujące styl życia gwiazd czy po prostu wpływ rówieśników posiadających super telefony bądź ubrania). W tym przypadku rodzice mogą wykonać następujące rzeczy:

  1. Porozmawiać z dzieckiem na temat jego emocji związanych z brakiem czegoś, czego pożąda a co mają niektórzy rówieśnicy – dobrze jest mu pokazać (z jego otoczenia) przykłady wartościowych osób, które pomimo braku super rzeczy (np. nowego modelu telefonu) mają fajnych znajomych. Takiego typu rozmowy mogą mu bardzo pomóc w zwiększeniu poczucia własnej wartości oraz w zrozumieniu, że warto słuchać siebie oraz własnych potrzeb, a nie dostosowywać się do oczekiwań innych.
  2. Pokazać różnicę między realną potrzebą, a chwilową zachcianką – dziecko nie rozróżni od razu obu tych pojęć, więc dobrze mu to wytłumaczyć poprzez przykłady. Fajnym ćwiczeniem może być wskazywanie tych wydatków z budżetu, bez których można się obyć w danym momencie i dlaczego (np. czy teraz ważniejszym wydatkiem będzie zapłacenie rachunku za prąd, czy kupno kilogramowego worka cukierków). Operując na budżecie można również wyjaśnić, że zachcianki (np. gra komputerowa czy wyjście do wesołego miasteczka) jak najbardziej można spełniać, ale dopiero wtedy, gdy inne niezbędne opłaty zostały zrealizowane oraz odłożono oszczędności.
  3. Nauczenie dziecka jak dokonywać mądrze zakupów, jeśli jednak zechce kupić ten „super gadżet” (np. nowy model telefonu) – tu dobrze jest wytłumaczyć pociesze, że każdy sklep może zaoferować inną cenę za daną zachciankę. Warto jej też pokazać jak szukać dobrych promocji (chociażby dzięki porównywarki cen Ceneo.pl), oraz uświadomić, że oprócz samego produktu czasem trzeba opłacić również koszt jego dostawy. To może dawać do myślenia, czy bardziej opłacalna jest przejażdżka na drugi koniec miasta by odebrać zakup osobiście (tu wchodzi ewentualna możliwość wypatrzenia czegoś lepszego na miejscu), czy jego przywóz przez kuriera. Wybór zależy tylko i wyłącznie od Was oraz Waszych dzieci.

Podsumowanie

Jak można się łatwo domyślić, edukacja finansowa dzieci do łatwych spraw nie należy. Trudności w przekazywaniu niezbędnych informacji może wynikać m.in. z uczucia niepewności dotyczącej Naszej wiedzy o finansach (według Warszawskiego Instytutu Bankowości, tylko 45% Polaków uważa swoją znajomość tematu za wystarczającą – dane z 2018 roku). Wspólna nauka z dzieckiem (czy to przez ekonomiczne gry planszowe, czytanie książek poruszających kwestię finansów, dawanie kieszonkowego, czy po prostu rozmowę) może być fajną oraz rozwijającą formą spędzania wspólnie czasu, a umiejętności, które nabędzie dziecko, mogą się przydać w dokonywaniu odpowiednich wyborów finansowych.

Na zakończenie zamieszczam krótkie listy przykładowych gier planszowych oraz książek, które mogą się przydać podczas edukacji finansowej dzieci:

  1. Ekonomiczne gry planszowe: „Wyspa Skye”, „Na sprzedaż”, „Milionerzy i bankruci”, „Monopoly Junior”.
  2. Książki: „Finansowy Ninja” autorstwa Michała Szafrańskiego, „Kot Biznesik” autorstwa Arkadiusza Błażycy, „Dzieci mądre finansowo” autorstwa Dave’a Ramsey i Rachel Cruze, „Mądre, bogate dziecko” autorstwa Roberta Kiyosaki i Sharon L. Lechter, „Pieniądze i cała reszta” autorstwa Gail Vaz-Oxlade

Autor: Krzysztof Dzwinel (wolontariusz – tekst gościnny)

4 Comments
  1. Powiedzmy, ze do takiej sytuacji dazymy, ale na razie jeszcze troche nam brakuje. Czyli jestesmy dorosli, ale rodzice ciagle czegos od nas oczekuja – musimy przyjechac na swieta, dzwonic do nich dwa razy w tygodniu, ale tez musimy wyjsc za maz, miec dzieci Jak zaczac wprowadzac troche luzu do tej relacji? Przede wszystkim na spokojnie i ze swiadomoscia, ze nie da sie uniknac sytuacji, w ktorej rodzicom bedzie przykro lub w ktorej sie zezloszcza. No bo na pewno sie zezloszcza albo zrobi im sie przykro, jesli dziecie im powie: „Mamo, tato, ja juz nic nie musze. Kiedys musialam, ale teraz juz nie. Kiedy wiec bede miala chec, to do was zadzwonie. I przeciez czasem bede miala chec. Ale jesli bedziesz mi, mamo, mowila, ze musze, to taka ochote bede miala rzadziej, i bede rzadziej dzwonic”. Mozna tez dodac: „Wy tez do mnie dzwoncie, kiedy macie ochote. Ja tez lubie uslyszec, ze jestescie ciekawi, czy wszystko w porzadku i czy sie dobrze czuje. A poza tym nie zycze sobie slyszec, ze ty sie, mamo, o mnie martwisz. Nie jestem kims, o kogo trzeba sie martwic. Ty we mnie wierz. I prosze mnie tym martwieniem nie straszyc”. Albo: „Bede odkladala sluchawke, jesli mi bedziesz ciagle powtarzala, ze powinnam miec dziecko, meza, ze powinnam schudnac czy chodzic w tym plaszczyku od ciebie, bo ja nie chce”. Trzeba zawsze powiedziec, co drugi czlowiek straci, gdy bedzie wywieral presje.

  2. Super artykuł z dużą dawką informacji. Właśnie zastanawialiśmy się nad kieszonkowym dla 6 latka i po lekturze podjęliśmy decyzję na tak. Metoda 3S też wydaje się dobrym pomysłem.
    Dzięki!

  3. Trzeba od małego zakładać dzieciom konta. Dać mu kartę, niech czuje się dorosły. To jest najlepszy nauczyciel. A ja polecam Juniorowe Kieszonkowe w Getin Noble.

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *